Archive for the ‘Recenzje’ Category

lourie_wstret„Wstręt do tulipanów” Richard Lourie.

Wydawca: Znak.

Rok wydania: 2013.

Moja ocena: 5/6.

Anna Frank, piętnastolatka, która po dwóch latach ukrywania się w okupowanej przez Niemcy Holandii, zadenuncjowana, zginęła na kilka miesięcy przed wyzwoleniem obozu w Bergen-Blesen, znana jest dzięki swojemu „Dziennikowi”, który był nie tylko jej sekretnym pamiętnikiem, ale też miejscem, gdzie dokonywała pierwszych, literackich wprawek. Inspirowała się popularną wówczas serią przygodową autorstwa Cissy van Marxveld (Setske de Haan) „Joop ter Heul”. Imię Joop nosi także bohater książki Richarda Lourie, pisarza o niezwykle barwnej biografii – tłumacza Miłosza, Konwickiego, Grynberga, wykładowcy języka rosyjskiego i korespondenta „The Moscow Time”, o awanturniczej przeszłości – był między innymi oskarżony o szpiegostwo, gdy próbował dostać się bez paszportu do domu Stalina w Gori, ma też za sobą karierę kierowcy bossa mafii w Bostonie.

„Wstręt do tulipanów” to wbrew pozorom nie tyle historia samej Anny Frank (tekst z okładki sugeruje, że to reportaż), ale literacka wersja wydarzeń, które doprowadziły do zdemaskowania jej kryjówki. Główną postacią książki jest jej równolatek, Holender dla którego wojna to nie tylko czas głodu i groźby śmierci, ale i odrzucenia przez rodzinę. Jedną z pierwszych scen powieści jest spotkanie po sześćdziesięciu latach dwóch braci, podczas którego wybuchają dawno skrywane emocje a rozdzielone w dzieciństwie rodzeństwo wylicza sobie nawzajem krzywdy i oskarżenia w tylko z pozoru oczyszczającej rozmowie. Jednoznaczna ocena holenderskiego szmalcownika w opowieści Lourie sprawia trudność. Kilkunastoletni chłopak obarczony jest utrzymaniem rodziny, niedoceniany i poniżany przez ojca, któremu za wszelką cenę chce zaimponować. Stara się zdobyć jedzenie i opał wszelkimi możliwymi sposobami i nawet wtedy, gdy mu się to udaje czuje się tym gorszym, z trudem tolerowanym przez rodziców. Nocna wyprawa do domu państwa Frank ma być sposobem na zyskanie pieniędzy by ratować od głodu własną rodzinę i zmyć piętno wyrzutka. W tej powieści to Joop budzi sympatię a Anne jest gdzieś tam, w tle i właściwie refleksja na temat jej osoby pojawia się u bohatera tylko dlatego, że jej historię poznał cały świat. Nawet to, że sam przyznaje, że chętnie zapomniałby o tym, co zrobił podczas wojny, za sprawą zabiegów autora nie zmienia zdania czytelnika na temat chłopca. Być może część osób zarzuci pisarzowi relatywizm moralny. Tylko ci, których bezpośrednio nie dotknęła wojna mają dowolność oceny tak kontrowersyjnych wydarzeń z dystansu, na chłodno, wskazując ofiary tego czasu po obu stronach barykady. Być może, gdyby tym, kto zdecydował się sprawdzić kryjówkę rodziny Frank był dorosły człowiek a nie nastolatek, werdykt byłby prostszy. Kto jest winny? Chłopak? Rodzice udający, że nie wiedzą czym się zajmuje, ale dzięki temu żyją? Dorośli, dla których pracuje? Niemcy?

„(…) kto był prawdziwym zdrajcą? Wścibska sąsiadka, która powiedziała Fransowi i mnie o specjalnych dostawach ziemniaków na Prisengracht 263? Pracownik magazynu pod numerem 263, który obluzował kilka desek? Ja, który włamałem się tam i usłyszałem kobiece głosy oznaczające Żydów? Wuj Frans, który doniósł Pietowi? Czy Piet, który dzwonił gdzie trzeba?” (s. 192).

Ta lektura nie pozostawi obojętnym, wywoła złość. Może na pisarza, że jątrzy rany a może czytelnika na samego siebie za niezdecydowanie.

Reklamy

szczerek_przyjdzie„Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian” Ziemowit Szczerek.

Wydawca: Korporacja Ha!art.

Rok wydania: 2013.

Moja ocena: 4/6.

Po tę książkę sięgnęłam niejako przez pomyłkę, zakładając po przeczytaniu tekstu z okładki, że to reportaż, ale wcale nie żałuję. Ziemowit Szczerek to dziennikarz piszący dla „Interii” i „Nowej Europy Wschodniej”. Zaznaczył swoją obecność także i w beletrystyce publikując opowiadania między innymi w „Lampie” i „Studium”. Jest współautorem książki „Paczka radomskich” (2010). Interesuje go geopolityka, szczególnie Europa Środkowa i Wschodnia, dziennikarstwo podróżnicze, zagadnienia kulturowe i historia oraz gonzo. Ten ostatni termin, kojarzący się z postacią z Muppetów to nurt odrzucający kanon dziennikarstwa. Autor tekstów gonzo nie respektuje zasad obiektywizmu, wiernego odtwarzania faktów, angażuje się w przedstawiane wydarzenia, prowokuje je, nie jest ich obserwatorem a uczestnikiem. Być może więc dziennikarz portalu internetowego Łukasz Ponczyński vel Paweł Poncki, bohater „Tajnej historii Słowian”, chory na Ukrainę to alter ego Ziemowita Szczerka? Kierując się bliżej nieokreśloną potrzebą, romantyczną tęsknotą za orientem, postsowiecką egzotyką, pragnieniem hardcorowej przygody, wykupuje plackartę i rusza w stylu backpack w Galicję. I od razu jak obuchem w głowę, uderza obrazem polskich panów, turystów przy Cmentarzu Orląt Lwowskich, z wyższością obserwujących żebrzące dzieci, powołujące się na polskie korzenie rodzinne, łykających wyświechtane frazesy o niesprawiedliwości dziejowej i wygłaszający pseudonaukowe teorie. Zaś nieopodal wśród szlacheckich grobowców rosną łany marihuany. Wszystko tu jest przerysowane, gorączkowe, komiksowe.

Szczerek pisze jędrnym, soczystym językiem, potoczną polszczyzną (nierzadko jej uliczną odmianą), z łatwością buduje klimat alkoholowo-narkotycznego tripu, przerywanego polsko-ukraińskim dialogiem, świadectwem stereotypów o Mordorze Europy, którego częścią są również i Polacy traktujący wschodnich sąsiadów z sentymentem, mieszanką fascynacji, niechęci i wyższości, nie widzący tego, co Polskę z nimi łączy. „Przyjdzie Mordor…” to książka wyrażająca kontrowersyjną tezę autora o nieuchronnym kryzysie słowiańskości, chociaż cytując jego bohatera sprawa może mieć się zgoła inaczej: „No i tak się porobiło, że zawodowo zacząłem się zajmować ściemnianiem. Łganiem. (…) Opłaca się. Bo nic się lepiej w Polsce nie sprzedaje nic niż Schadenfreude” (s. 99).

grant_feed1„Przegląd końca świata: Feed”. Mira Grant, tł. Agnieszka Brodzik.

Wydawca: Sine Qua Non.

Rok wydania: 2012.

Moja ocena: 5/6.

Zombie? Znów? Tak! Tak! Tak!

Horror? Nie. Thriller polityczny! I to jaki! No, a zombie? Są! Jako dekoracja, egzotyczne tło. A polityka? Też jest, bo to historia zza kulis kampanii prezydenckiej.

Na początku wydawało mi się, że to będzie taka tam, kolejna opowiastka typu teksańska masakra. Co w tym ciekawego, że jakiś koleś dziuga zombiaka pozując na bohatera. A dziuga pod publiczkę. Bo publiczka końca XXI wieku rządzi. W tym świecie najważniejsze są statystyki i blogosfera. Wszystkie chwyty dozwolone, nawet jeśli ma to być adopcja na pokaz.

Tradycyjne media utraciły wiarygodność po tym, jak obliczony na tanią sensację artykuł doprowadził świat na skraj przepaści. A miało być tak pięknie. Naukowcy wynaleźli skuteczny lek na raka. Wynaleźli też szczepionkę na bakcyla towarzyszącego ludzkości od wieków. Koniec z przeziębieniem, grypą i podobnymi zarazami. Wspaniała wiadomość! Ale, ale… Statystyki. Milutki news po krótkim czasie to zwykły, odgrzewany kotlet. Jak się wyróżnić? Sprzedając plotę. A że później ktoś włamał się do laboratorium i rozpylił szczepionkę z samolotu, obdarowując ludzkość odpornością za friko, w ramach walki o prawa człowieka, na pohybel pijawkom kapitalistom? Znakomity news. I jak podniósł statystyki!

Podniósł. I nie tylko jakieś tam słupki, wykresy i dochody. Zwłoki też podniósł. Z martwych. Ci szczęśliwcy, którzy wywinęli się kostusze unikając raka, łyknęli rozpylonego panaceum i podziałało ono na nich tak ożywczo, że gdy im się zmarło nie kładli się grzecznie do grobu. Tylko… Chrup, chrup…

Spokojnie. To żaden spoiler. Informacja z pierwszych stron powieści.

Zombie to tylko tło dla bezpardonowej walki o Biały Dom. Kto jest w grze? Między innymi striptizerka z wielkim biustem obiecująca, że „pokaże więcej”. Jeden z kandydatów na prezydenta chcąc przekonać opinię publiczną o przejrzystości przyszłej władzy zaprasza do relacjonowania kampanii blogerów. To dwójka bohaterów powieści. Przyszywane, adoptowane rodzeństwo dwudziestolatków, celebrytów blogosfery. Wyruszają ze sztabem wyborczym w trasę by relacjonować oficjalne spotkania z wyborcami i wydarzenia zza kulis – wszystko live, bezstronnie i bez kompromisu.

Gdy w grze zostaje tylko dwóch kandydatów, atmosfera zaczyna się zagęszczać. Nic tak nie podnosi oglądalności jak nieszczęśliwy wypadek, trupy…Chodzące trupy oczywiście.

To nie jest typowy thriller składający się z dynamicznych scen. Fabułę obok tradycyjnej narracji wypełniają zapiski z blogów, a ten kto szuka wygłodniałych, powłóczących nogami umarlaków dziesiątkujących miasta, przerażonych niewiast i ich dzielnych obrońców, może poczuć się oszukany, bo tu nie liczy się tania, sensacyjna akcja a ciekawie ukazany spisek polityczny, walka w której wszystkie chwyty dozwolone, im bardziej brudne tym skuteczniejsze.

To moje pierwsze spotkanie z Mirą Grant. Odczucia bardzo, bardzo pozytywne. Brawa dla pani Agnieszki Brodzik. Tak wiele zależy od tłumacza.

Pomysł ciekawy i wykonany znakomicie. Przemyślane, spójne realia. Świat, w który można uwierzyć. No i smaczki. Wśród blogerów najbardziej popularni są tzw. irwini – osoby, które wyprawiają się na tereny opanowane przez zombie i tworzą survivalowe filmy z poradami, jak przeżyć w świecie żywych trupów. Tak, tak. Skojarzenie ze Stevem Irwinem jest jak najbardziej prawidłowe. To ukłon autorki w stronę australijskiego łowcy krokodyli. Przejaskrawione reguły funkcjonowania prasy, telewizji i blogosfery to celny komentarz naszej rzeczywistości a obraz kampanii prezydenckiej mówi sam za siebie.

Nastał świt żywych trupów. Co było później, gdy minął chaos?

Człowiek człowiekowi wilkiem… a zombie zombie zombie.

;)

rosa_severina„Severina” Rodrigo Rey Rosa, tł. Barbara Jaroszczuk.

Wydawca: Wielka Litera.

Rok wydania: 2013.

Moja ocena: 5/6.

Lubisz czytać? Wolisz wypożyczyć książkę, czy mieć ją na własność? A może pragnienie posiadania jest tak silne, że nie potrafisz się powstrzymać i… po prostu ukradkiem sięgasz po upatrzony tomik z księgarskiej lady…

Pewnego dnia piękna, zmysłowa kobieta wchodzi do księgarni, zamienia parę słów z jej właścicielem, kradnie książkę i wychodzi nie niepokojona, mimo iż księgarz widział jak ją wynosiła. Sytuacja powtarza się kilkakrotnie. Tylko raz dochodzi do szczerej rozmowy i bliższego niż parę zdawkowych słów kontaktu. Kobiecie towarzyszy często starszy mężczyzna. Dziadek? Ojciec? A może kochanek? Fascynacja i niepewność niemal doprowadzają księgarza do szaleństwa. Nie jest w stanie powstrzymać się od szpiegowania nieznajomej i nadal nie zna imienia tajemniczej klientki. Wreszcie, gdy udaje mu się do niej zbliżyć, na drodze do szczęścia staje przyjaciel…

To lekka, oszczędna w stylu, bezpośrednia proza. Nieco melancholijna historia o miłości, tęsknocie – szalonej, chorobliwej do książek i do kobiety, może zbyt idealnej aby była prawdziwa?

Autor, z wykształcenia lekarz i filmoznawca, debiutuje na polskim rynku wydawniczym. Z chęcią sięgnę po jego następne powieści.

„Syn zarządcy sierocińca” Adam Johnson, tł. Grażyna Smosna.

syn_zarzadcy_sierocincaWydawca: Świat Książki.

Rok wydania: 2013.

Moja ocena: 6/6

Adam Johnson to amerykański pisarz, znany przede wszystkim z krótkich form prozatorskich. Ma w dorobku zaledwie dwie powieści, a poznanie jednej z nich umożliwił polskim czytelnikom Świat Książki. Mam nadzieję, że wyda także jego pozostałe utwory. „Syn zarządcy sierocińca” to znakomicie napisana historia i co ważne, świetnie przetłumaczona powieść. Ciekawi mnie, jak odbierają ją czytelnicy, którzy na własnej skórze odczuli, jak to jest żyć pod rządami reżimu, a jak ci urodzeni po roku 1989. Wydaje mi się, że tę lekturę docenią przede wszystkim starsi.

To chyba pierwsza powieść w mojej, czytelniczej karierze opisująca realia życia w Korei Północnej. Dotychczas tematyka dalekowschodnia znana mi była przede wszystkim z książek Amelie Nothomb, ale ta lektura ma zupełnie inny ciężar gatunkowy.

Chciałoby się napisać, że jej bohaterem jest tytułowy chłopak z sierocińca, któremu los a może jeden z umundurowanych panów życia i śmierci daje szansę. Na co? Na karierę? Dostatek? Realizację marzenia o miłości? A może czyjegoś planu? Ta powieść ma wielu bohaterów. Na pierwszy rzut oka negatywnych. W tym schizofrenicznym, powieściowym świecie nie ma prawie nikogo, o kim można by powiedzieć, że jest do gruntu zły. Oczywiście oprócz głównego demiurga i może mężczyzny, który paradoksalnie umożliwił bohaterowi, chłopakowi z sierocińca dotarcie do wymarzonej kobiety – jego fatum. Kim jest? Sierotą z obozu pracy, szczurem tunelowym szkolonym do walki w ciemności, oficerem wywiadu, porywaczem japońskich cywili, mężem i ojcem rodziny, zdrajcą państwa i bohaterem narodowym. Okazuje się, że te dwa ostatnie miana wcale się nie wykluczają…

Adam Johnson sprawił, że uwierzyłam w przedstawiony przez niego świat. Uważam, że jeśli się pomylił, to niewiele minął się z prawdą. Zresztą brak obiektywnych źródeł, które opisałyby życie w kraju Kim Ir Sena.

Powieść dzieli się na dwie części. Pierwsza to utrzymana w tradycyjnej konwencji historia syna zarządcy sierocińca. W drugiej pojawia się narracja w stylu radiowej, propagandowej pogadanki, relacjonująca jego losy jako zdrajcy, amerykańskiego pachołka, który okazuje się w karkołomny, ale nie niemożliwy dla komunistycznej tuby sposób, obrońcą i wiernym synem Korei Północnej. Ten zabieg przedstawiający bohatera z dystansu i w relacji do pozostałych postaci dramatu dodatkowo uwypukla terror, fanatyzm i schizofreniczny charakter systemu, zmuszającego rodziców i małżonków do podejrzewania się nawzajem o szpiegostwo i donosicielstwo.

W powieści nie brak drastycznych scen, ilustrujących brutalność systemu i do bólu realistycznych. Głód, obozy pracy, śmierć z wycieńczenia przyspieszana przez upust krwi dla „potrzebujących w Pjongjangu”, porwania kobiet, zastępczy rodzice, małżonkowie przydzielani przez partię, inwigilacja, tortury – te obrazy nasuwają się na myśl, gdy wspomina się lekturę „Syna zarządcy sierocińca”. A może to tylko opowieść o miłości w trudnych czasach? O walce o ukochaną, nawet za cenę życia? O tym, że nawet misterny, przygotowany z wyrachowaniem plan zburzy uczucie? A może o walce z bezlitosnym systemem, złamaniu pieczołowicie układanego światopoglądu, w myśl którego Korea Północna to zbawiciel świata i ludów udręczonych przez krwiożerczych kapitalistów?

Powieść mimo ciężkiej tematyki, napisana jest potoczyście i nie sposób się od niej oderwać. Zostaje w pamięci na długo.

Ps. Tak, wiem. Bój ze składem tekstu przegrany ;). Szablon wordpress wygrał.