Archiwum dla Kwiecień, 2013

grant_feed1„Przegląd końca świata: Feed”. Mira Grant, tł. Agnieszka Brodzik.

Wydawca: Sine Qua Non.

Rok wydania: 2012.

Moja ocena: 5/6.

Zombie? Znów? Tak! Tak! Tak!

Horror? Nie. Thriller polityczny! I to jaki! No, a zombie? Są! Jako dekoracja, egzotyczne tło. A polityka? Też jest, bo to historia zza kulis kampanii prezydenckiej.

Na początku wydawało mi się, że to będzie taka tam, kolejna opowiastka typu teksańska masakra. Co w tym ciekawego, że jakiś koleś dziuga zombiaka pozując na bohatera. A dziuga pod publiczkę. Bo publiczka końca XXI wieku rządzi. W tym świecie najważniejsze są statystyki i blogosfera. Wszystkie chwyty dozwolone, nawet jeśli ma to być adopcja na pokaz.

Tradycyjne media utraciły wiarygodność po tym, jak obliczony na tanią sensację artykuł doprowadził świat na skraj przepaści. A miało być tak pięknie. Naukowcy wynaleźli skuteczny lek na raka. Wynaleźli też szczepionkę na bakcyla towarzyszącego ludzkości od wieków. Koniec z przeziębieniem, grypą i podobnymi zarazami. Wspaniała wiadomość! Ale, ale… Statystyki. Milutki news po krótkim czasie to zwykły, odgrzewany kotlet. Jak się wyróżnić? Sprzedając plotę. A że później ktoś włamał się do laboratorium i rozpylił szczepionkę z samolotu, obdarowując ludzkość odpornością za friko, w ramach walki o prawa człowieka, na pohybel pijawkom kapitalistom? Znakomity news. I jak podniósł statystyki!

Podniósł. I nie tylko jakieś tam słupki, wykresy i dochody. Zwłoki też podniósł. Z martwych. Ci szczęśliwcy, którzy wywinęli się kostusze unikając raka, łyknęli rozpylonego panaceum i podziałało ono na nich tak ożywczo, że gdy im się zmarło nie kładli się grzecznie do grobu. Tylko… Chrup, chrup…

Spokojnie. To żaden spoiler. Informacja z pierwszych stron powieści.

Zombie to tylko tło dla bezpardonowej walki o Biały Dom. Kto jest w grze? Między innymi striptizerka z wielkim biustem obiecująca, że „pokaże więcej”. Jeden z kandydatów na prezydenta chcąc przekonać opinię publiczną o przejrzystości przyszłej władzy zaprasza do relacjonowania kampanii blogerów. To dwójka bohaterów powieści. Przyszywane, adoptowane rodzeństwo dwudziestolatków, celebrytów blogosfery. Wyruszają ze sztabem wyborczym w trasę by relacjonować oficjalne spotkania z wyborcami i wydarzenia zza kulis – wszystko live, bezstronnie i bez kompromisu.

Gdy w grze zostaje tylko dwóch kandydatów, atmosfera zaczyna się zagęszczać. Nic tak nie podnosi oglądalności jak nieszczęśliwy wypadek, trupy…Chodzące trupy oczywiście.

To nie jest typowy thriller składający się z dynamicznych scen. Fabułę obok tradycyjnej narracji wypełniają zapiski z blogów, a ten kto szuka wygłodniałych, powłóczących nogami umarlaków dziesiątkujących miasta, przerażonych niewiast i ich dzielnych obrońców, może poczuć się oszukany, bo tu nie liczy się tania, sensacyjna akcja a ciekawie ukazany spisek polityczny, walka w której wszystkie chwyty dozwolone, im bardziej brudne tym skuteczniejsze.

To moje pierwsze spotkanie z Mirą Grant. Odczucia bardzo, bardzo pozytywne. Brawa dla pani Agnieszki Brodzik. Tak wiele zależy od tłumacza.

Pomysł ciekawy i wykonany znakomicie. Przemyślane, spójne realia. Świat, w który można uwierzyć. No i smaczki. Wśród blogerów najbardziej popularni są tzw. irwini – osoby, które wyprawiają się na tereny opanowane przez zombie i tworzą survivalowe filmy z poradami, jak przeżyć w świecie żywych trupów. Tak, tak. Skojarzenie ze Stevem Irwinem jest jak najbardziej prawidłowe. To ukłon autorki w stronę australijskiego łowcy krokodyli. Przejaskrawione reguły funkcjonowania prasy, telewizji i blogosfery to celny komentarz naszej rzeczywistości a obraz kampanii prezydenckiej mówi sam za siebie.

Nastał świt żywych trupów. Co było później, gdy minął chaos?

Człowiek człowiekowi wilkiem… a zombie zombie zombie.

;)

Reklamy

Styl autora czy tłumacza?

„Dochodząc na miejsce zauważył pod sklepem sikającego jakiegoś psa”.

Gironell M.: Most Żydów. Bellona, 2013, s. 90.

„(…) zanurzałem do garnka kawałek chleba”.

Tamże s. 49.

„Dokaduka”.

Tamże s. 18.

„Jego czysty uśmiech ukazywał zaskakująco białe zęby, które błyszczały pośrodku okrągłej i jasnej twarzy”.

Tamże s. 48.

„Jego skrywana pod habitem rządza zamiast zgasnąć, rozpaliła się jeszcze bardziej”.

Tamże s. 80.

„(…) udało mu się sprzedać kilka tutek z pewnością komuś na kolację”.

Gironell M.: Archeolog. Bellona, cop. 2012, s. 49.

rosa_severina„Severina” Rodrigo Rey Rosa, tł. Barbara Jaroszczuk.

Wydawca: Wielka Litera.

Rok wydania: 2013.

Moja ocena: 5/6.

Lubisz czytać? Wolisz wypożyczyć książkę, czy mieć ją na własność? A może pragnienie posiadania jest tak silne, że nie potrafisz się powstrzymać i… po prostu ukradkiem sięgasz po upatrzony tomik z księgarskiej lady…

Pewnego dnia piękna, zmysłowa kobieta wchodzi do księgarni, zamienia parę słów z jej właścicielem, kradnie książkę i wychodzi nie niepokojona, mimo iż księgarz widział jak ją wynosiła. Sytuacja powtarza się kilkakrotnie. Tylko raz dochodzi do szczerej rozmowy i bliższego niż parę zdawkowych słów kontaktu. Kobiecie towarzyszy często starszy mężczyzna. Dziadek? Ojciec? A może kochanek? Fascynacja i niepewność niemal doprowadzają księgarza do szaleństwa. Nie jest w stanie powstrzymać się od szpiegowania nieznajomej i nadal nie zna imienia tajemniczej klientki. Wreszcie, gdy udaje mu się do niej zbliżyć, na drodze do szczęścia staje przyjaciel…

To lekka, oszczędna w stylu, bezpośrednia proza. Nieco melancholijna historia o miłości, tęsknocie – szalonej, chorobliwej do książek i do kobiety, może zbyt idealnej aby była prawdziwa?

Autor, z wykształcenia lekarz i filmoznawca, debiutuje na polskim rynku wydawniczym. Z chęcią sięgnę po jego następne powieści.

Koń, którego dosiada dama powinien nosić szykowne nakrycie głowy. Woda mrożona też jest niezbędna na wycieczce, więc  jedzie wierzchem.

„Gdy mijali Hyde Park, Mary zobaczyła zamarzniętą wodę i dwie damy na koniach w trójgraniastych kapeluszach, jadących w kłusa przy brzegu”.

Donoghue E.: Ladacznica. Papierowy Księżyc, 2013, s.  155.

Hm… Trochę makabryczne. Cytatodawczyni upewniła mnie, iż pani Jones podczas tej operacji nie ucierpiała i zachowała życie.

„Wsunęła szeroką, czarną spódnicę przez głowę pani Jones, wykonaną z dobrej jakości, choć całkiem matowej, jedwabnej surówki, i pomogła ułożyć ją w miejscu”.

Tamże s. 205.