Archiwum dla Styczeń, 2013

Długi cytat. Tak jak ostatnie sprezentowany.
Dreszczowiec czy romans? Dwa w jednym!

„Pokręciła przekornie głową i natychmiast trafił w nią paraliżujący prąd gromu niesionego przez błękitny wzrok”.
Ficner-Ogonowska A.: Krok do szczęścia, Znak, 2012 , s. 11.
„Otworzyła drzwi łazienki i wychodząc wytarła dłonie w ręcznik, po którym wesoło cwałowały koniki morskie we wszystkich kolorach tęczy. Z kuchni do jej uszu dobiegały dwa ukochane przez nią głosy: aksamitny szelest i różany jedwab”.
Tamże s.13.
„Czas kapał powoli, deszcz coraz szybciej. Nie mogła tu dłużej zostać. Na plecy wskoczyła jej ciężka i oziębła wilgoć. Trzymane w dłoni drewniaki zdążyły już ożłopać się słodkiej deszczówki. Gdzieś nad chmurami zaskowyczał grzmot. Krótko, ale zdążył ją przestraszyć. Przypomniała sobie pelikana”.
Tamże s. 314.
„Wstał, pocałował ją w policzek, pogładził rozrzucone na poduszce włosy, okrył ją tą częścią kołdry, na której nie leżała. Wyglądała teraz jak naleśnik, na którego widok ciekła mu ślinka”.
Tamże s.17.
„Delikatnie zapukał. Zdziwił się, bo drzwi się otworzyły, zanim skończył uderzać w nie zgiętym palcem”.
„Wodził głodnym wzrokiem za nieustannie przemieszczającą się ukochaną. Wyglądała tak pięknie jak wczoraj. Może trochę bardziej swojsko. Wczoraj, gdy dostrzegł ją stojącą tuż przy szybie własnej pracowni, o mało nie oszalał z radości. Wyglądała zjawiskowo. Teraz miała na sobie wczorajszy strój. Połyskującą niebiesko bluzkę i czarną spódnicę, spod której wystawały małe, gołe stopy”.

Tamże s.14.
„Nieposłuszne spojrzenie bez pozwolenia spoczęło na bukiecie kolorowych tulipanów, przenosząc ją tym samym z Pragi do atmosfery ich pierwszej wspólnej kolacji. Te poranne kwiaty, na które teraz patrzyła, były identyczne jak tamte wieczorne. Nie kontrolowała tego, co się działo. Poczuła w dłoniach chłód i ciężar mięsistych łodyg”.
„Wyszła z irysowej łazienki. Biel jej pokoju zakłócał błękit spływający jedwabiem z wieszaka zahaczonego o otwarte drzwi szafy”.

Tamże s.138.
„Lina utworzona z ich połączonych z sobą dłoni mogła już nie wytrzymać większego naprężenia. Musiała zatrzymać swą rozemocjonowaną fantazję, by całą jej energię przekazać jak najprędzej wciąż drżącym z podniecenia nogom. Energetyczny przekaz zakończył się sukcesem. Chwiejnym krokiem udało jej się wyjść z kuchni. Chcąc ukryć przed panią Irenką swą ogólną niedyspozycję, klapnęła bezwładnie na krzesło i oparła drżące dłonie na twardości rozgrzanej porcelany”.
Tamże s.156.
„Widział przed sobą jej szczupłe plecy. Nie było zimno, a mimo to miała na sobie szarą bluzę. Nie tę, w której zobaczył ją pierwszy raz. Inną”.
Tamże s.165.

Reklamy

Radośnie. Stomatologicznie.

„Z pełnych, karminowych ust wyszły na nasze spotkanie równe, ni za duże ni za małe, ale za to bardzo białe ząbki”.

Lippoman T.: Skarby Podlasia. Instytut Wydawniczy Kreator, 2013, s. 110.

To boli. I jest na to paragraf!

„Między nogami dorosłych, którzy spacerowali, oglądali towary i dyskutowali, dzieci bawiły się kamykami”.

Gemmel S.: Twierdza czasu. Buchmann, 2012, s. 42.

Fizjonomię swą obnoś z dumą! Nawet tam, na twarzy.

„szczególnym elementem w fizjonomii jego twarzy były piwne oczy”.

Leśniak P.: Równowaga. Zysk i Ska, 2012, s. 11.

Idź. Byle do przodu! Zielone górą!

„zielona wykładzina prowadziła w trzech kierunkach”.

Tamże, s. 11.

Hop! Hop! Tam, na horyzoncie!

„Depcząc jaskrawą wykładzinę wyścielającą korytarz, spotkałem mojego przyjaciela Embry’ego”.

Tamże, s. 13.

Zagadkowe…

„chciałem kopnąć inny kamień, ale moja noga zachowała się jak ręka”.

Tamże, s. 52.

O gustach się nie dyskutuje. Jednak to mało sensowna kreacja.

„Króciutka spódniczka opinała jej jędrne uda, a kształtne piersi napinały dekolt sukienki”.

Tamże, s. 72.